Od niej się wszystko zaczęło… Na moje szczęście.

Ewę poznałam i obserwowałam na Instagramie. Imponowała mi swoimi niezliczonymi talentami, organizacją czasu pomiędzy wychowywaniem dzieci na obczyźnie, pieczeniem tortów, szyciem części garderoby nie tylko dla dzieci oraz zaparciem fitnessowym.

Jak powstał blog

Chciałabym napisać, że los tak chciał, ale, prawdę mówiąc, trochę mu pomogłam. Odezwałam się do Ewy z sugestią, że chyba już czas na własnego bloga, bo ileż można zamieszczać przepisy na Instagramie, które pojawią się i… zaraz znikną w gąszczu kolejnych postów. Ewa potrzebowała miejsca, w którym będzie mogła kategoryzować wpisy a czytelniczki z łatwością znajdą to, czego szukają. Współpraca przebiegała nam bardzo sprawnie. Ewa dosyłała materiały i wspólnie omawiałyśmy kierunek, w którym prace miały iść.

Gdy widać światełko w tunelu

Gdy wszystkie elementy były tak dopracowane do takiego stopnia, że blog mógł ujrzeć światło dzienne, przeszkoliłam Ewę w samodzielnej obsłudze bloga i WordPressa. Wyjaśniłam jak istotne jest aktualizowanie wtyczek, motywu i samego WordPressa w kwestii bezpieczeństwa i prawidłowego funkcjonowania bloga.

W poprzedniej wersji, przed poprawkami widoczne były odcięcia tła, widać było jakby kartka się kończyła i na nowo zaczynała. Za sprawą Sylwii Błach, mojej pierwszej mentorki WordPressowej, która zwróciła mi na to uwagę, poprawiłam to i teraz tło jest jedną całością.